Niekończąca się opowieść! Kiedy wreszcie kupisz sobie prawdziwego, sportowego psa?

25064409011_b24dc206bc_o

Kiedy wreszcie kupisz sobie prawdziwego, sportowego psa?
To pytanie słyszałam wielokrotnie będąc z Gapciem; na seminariach, na zawodach, na treningach obedience.
Moja odpowiedź jest od lat niezmienna – mam już 3! Nie zamierzam iść za owczym pędem i kupować psa „sportowego” cokolwiek miałoby to znaczyć. Autorzy powyższego pytania najczęściej chcieli zdeprecjonować „jakość” Gapcia jako psa do sportu, bo przecież- nie ma wrodzonej motywacji i zaangażowania lub zostało ono w nim zniszczone bo jest psem po przejściach. Trzeba ciężko pracować aby wspólne treningi były frajdą dla każdej strony!

Po pierwsze zawsze będę miała kundelki. Uwielbiam je, kocham. Mixy Gacko-Gapciowe lub Guniowe to moje ulubione mieszanki. Do tego jestem zagorzałą, przeciwniczka hodowli psów rasowych, w wymiarze w jakim funkcjonuje ona teraz. Nie mówię tu o pseudohodowlach. Chodzi mi o hodowle ZKWP. Obecnie co druga osoba jak ma rasowego borderka, tollerka (bo to ostatnio modne rasy) decyduje się przynajmniej raz na miot bo: piesek ma łady kolor (tak serio słyszałam taki argument), bo jest rodowodowy, bo jest szybki, bo dobrze mu poszło na zawodach, bo jest popyt, bo to teraz MODNE. Dla mnie prawdziwa hodowla to taka, która bazuje na wiedzy o genetyce, biologi, kynologii i pasji. W dobrych hodowlach są zapisy na szczeniaki i sytuacje, w których szczeniak nie znajduje domu są niesamowicie rzadkie. Hodowla to ciężka praca i lata doświadczenia. Więc jak widzę kolejne dziewczynki, które kupują bordera i go rozmnażają to nóż otwiera mi się w kieszenie. Oczami wyobraźni widzę już kolejne psy zasilające schroniska dla bezdomnych zwierząt bo okazały się nie takie idealne i najmądrzejsze. Coraz więcej borderów, tollerów nawet w małym stopniu nie ma cech odpowiednich dla danej rasy. Bordery nie mają popędu pasienia, nie chcą się bawić a tollery nie wiedzą co to aport.
Psów jest stanowczo za dużo i dlatego uważam, że hodowanie psów powinno być reglamentowane i nie każdy kto ma rasowego psa powinien móc go rozmnażać.
Gapa kamyk i kwiatki podpis

Po drugie, uwielbiam pracować z „trudnymi” psami. Treningi obedience z Gapciem są niezwykle rozwijające i na pewno nie nauczyłabym się tylu rzeczy pracując z psem, który nie ma problemów z motywacją czy koncentracją. Gapa początkowo miał ogromny problem z zaangażowaniem. Przeszliśmy bardzo długą drogę, przez różne szkoły. Od etapu kiedy trening polegał na patrzeniu na zawieszonego Gapcia przez 40 minut do dnia dzisiejszego kiedy mogę wykonać łańcuch z 4 ćwiczeń mając w pełni zaangażowanego i wesołego psa, który pcha mnie do pracy.
Jednak ta droga nie była idealna (o czym możecie poczytać tu). Jeszcze mnóstwo pracy przed nami. Będzie ona pełna wzlotów i upadków. Na pewno napotkamy trudności ale są one dla nas wyzwaniem i nie mogę się już doczekać jakie znajdziemy dla nich rozwiązanie! Z Gapą nie trenuję dla wyniku, nie zależy mi na szybkim przeskakiwaniu klas w obi. Chcę tworzyć z nim możliwe najbardziej zgrany zespół. I chcę żeby on kochał pracować ze mną tak bardzo, jak ja z nim.

Uważam, że pies sportowy nie musi być do tego stworzony genetycznie. Jestem święcie przekonana, że z miksem niewiadomego pochodzenia jak i z psem rasy nie stworzonej do pracy jestem w stanie bardzo dużo osiągnąć. Na pewno będzie mnie to kosztowało więcej pracy niż ze szczeniakiem z idealnej hodowli ale nie jest to niemożliwe. Cieszę się, że mam wybór, że mogę mieć takiego psa jakiego pragnę. Dlatego zupełnie nie rozumiem, kiedy ktoś z przekąsem mówi, że nie mógłby mieć tyle cierpliwości do pracy z psem. Dla mnie stopniowe przesuwanie granic z Gapciem w naszej pracy jest fascynujące. Każdego dnia odkrywam, że mam nową rzecz nad która mogę pracować. Ostatnio dużo pracowaliśmy nad motywacja w pracy. Wczoraj po raz pierwszy zrobiłam łańcuch z 3 ćwiczeń. Gapa był cudowny, energiczny i w pełni zaangażowany a ja cieszyłam się jak dziecko! Przez długi czas zostawał w tyle przy chodzeniu przy nodze. Dzięki zmianom w podejściu do pracy i kilku ćwiczeniom teraz muszę się skupić na problemie wyprzedzania bo Gapcio tak radośnie chodzi, ze zaczął wyprzedzać.

Praca z psem to niekończąca się opowieść, którą tworzymy jako zespół. Nie wyobrażam sobie, że nie sprawiałoby mi to radości i nie miałabym do tego cierpliwości. Ja to po prostu kocham

Dlatego, nie przejmujcie się nigdy, jeżeli usłyszycie, że wasz pies jest „słaby”, „kiepski”, „nie nadający się do sportu”, „że z innym psem możecie osiągnąć WIĘCEJ”, „że przyda Wam się wreszcie prawdziwy pies do sportu”. To Wy pracujecie ze swoim kudłatym i wspólnie macie czerpać z tego największą frajdę jaką się da! Nikt nie może Wam tego odebrać.

GG i ja

  • Piękny tekst. Ojej, jak ja Cię lubię czytać.

    Dla mnie najważniejsze jest to, żeby z psem – bez względu na to, czy jest rasowiec, czy kundelek – dało się dobrze żyć. Sport sportem, ale jednak trzeba pamiętać, że treningi i wyjazdy na zawody to w sumie skromna część codziennego życia z psem (a jeżeli tak nie jest to chyba coś jest nie w porządku…). Są rasy, które uważam za absolutnie zachwycające w pracy, a jednak wiem, że nie mogłabym z nimi szczęśliwie funkcjonować. I tak oto mam psa drugiej kategorii… :D

    • Dziękuję :) miło mi bardzo!
      Szkoda tylko, że żeby ludzie traktowali Cię „poważnie” w sportowym świecie – musisz mieć psa sportowego. Dużo osób ulega tej presji. Ja poważnie traktuję przede wszystkim mojego psa ;) i czerpiemy radość z każdej chwili razem. A sport jest tylko dodatkiem :)

  • Zosia Dmuchowska

    Piękny wpis i zgadzam się w zupełności :)
    Od zawsze w moim domu pomagaliśmy różnym niechcianym zwierzętom. Od kilku lat pracuje konkretnie z bezdomnymi psami. Już pomijając sam aspekt tego, że w Polsce jest duży problem bezdomności u psów i tego, że zawsze im pomagałam i będę pomagać. Nie byłabym w stanie tak materialnie podejść do zwierzaka. Wybrać rasę, wybrać hodowlę, zapisać się w kolejce po szczeniaka, przyjechać i go kupić. Jest to dla mnie za sztuczne i za proste. Ja się muszę w nim ZAKOCHAĆ. Nie z pięknego opisu rasy i wyglądu. Uwielbiam to uczucie, kiedy nie wiem jak i dlaczego ale zakochuje się w danym psie i koniec, jest mój. Nie ważne jaki się okaże, bo okazać się zły nie może. Ja już go kocham, zawsze będzie idealny i zrobię dla niego wszystko. Cieszę się za każdym razem kiedy widzę, że ktoś po prostu kocha tego zwierzaka bo JEST, nie dlatego, że ma ładny kolor i zdobył medal albo ma świetny rodowód.
    To moje indywidualne podejście i nikogo nie oceniam :)

  • Jowita

    Wow, jak mądrze napisane. Mula to też ciężki orzech do zgryzienia, ale sukcesy są tym bardziej motywujące i duma jest większa:) Pozdrawiam i trzymam kciuki!

    • Dziękuję :)
      Dokładnie, ile to jest radości jak coś zaczyna wychodzić!

  • PSIOLUBNI

    Kiedyś na pierwszym miejscu w „popularności” ras były laby, goldeny, albo ONki. Teraz jest trochę innaczej i ci co chcą coś robić z psami kupują bordera, albo tollera. Wiele tych super, zapalczywych miłośników psich sportów nie wyobraża sobie pracy np. z kundelem po przejściach. „No bo jak to: przecież mały borderek uczy się dużo szybciej niż jakiś zapchlony kundel wyciągnięty ze schronu!”
    Osobiście uważam że praca z „trudnym” psem satysfakcjonuje mnie najbardziej. Nie mogę opisać mojego szczęścia, gdy Niko nauczył się chodzenia przy nodze lub jakiejkolwiek innej sztuczki, która wydawała mi się niemożliwa do nauczenia go.
    Pozdrawiam.

  • aleksandra

    Jak ja się cieszę, że w końcu trafiłam na Twoje teksty :) Zawsze trafiasz w sam środek sprawy. Z moją suką trenuje obi (staram się ;)), nie mam porównania do innych sportów, ale wydaje mi się, że ten światek jest najbardziej „wymagający”. Zaczynając od samego poznania terenu, jakiegoś kursu, na psie kończąc. Bardzo szkoda, bo to taki sport, który uczy wielu rzeczy pomocnych w normalnym życiu :)

  • SalvaTanuki

    O rany, no to kolejny blog do czytania. Czytam już kolejny wpis i jakoś tak nie mogę przestać.

    Spotkałam się z podobnym problemem, kiedy ludzie proponują mi niezmiennie żebym sobie sprawiła coś bardziej, coś więcej, coś co naprawdę da mi jakieś widoczne efekty w sporcie. A ja nie chcę. Ja chcę whippeta. Chcę charta, chcę moc szkolić zwierzątko diametralnie różne od tego, które mam teraz (małe wredne parówsko – jamnik). Plus jestem zbyt leniwa, border (a kilka mi mignęło odzyskowych i nawet rozważałam przez chwilę) by mnie zajechał dokumentnie. Ja lubię mieć też swoje życie. A whippet jest psem idealnym, lekkim, energicznym, pięknym, ale bez niesamowitych zapotrzebowań jeśli chodzi o ruch czy zajęcie. Pies który tak jak ja będzie lubił spędzać czas w ciepełku. Na początku byłam zdecydowana wziąć miksa, jakiegokolwiek który spełni moje oczekiwania wizualne (średnia wielkość max 17kg, samiec, gładkowłosy), ale po jednej porażce z domem tymczasowym postanowiłam być bardziej ostrożna. Jestem w stanie zakochać się w różnych psach, nie wymagam od razu poczucia, że to ten jedyny kiedy tylko zobaczę zwierzątko. Priorytetem jest dla mnie to, żeby Parów zaakceptował nowego psa i żebyśmy się dogadali jeśli chodzi o temperament, co jest dosyć trudne.

    Ale hodowla psów rasowych tak strasznie mnie drażni. Trudno mi nawet rekomendować komuś jakieś rasy czy ZKwP jak widzę jak wyglada sędziowanie i wzorce i przede wszystkim podejście do psychiki psów. Traktowanie ich jak obiektów, które mają odzwierciedlać chore kanony piękna, bez względu na osobowość i dobrostan. Teraz jedyne co robię to polecam ludziom psy z odzysku. Idź do schroniska, fundacji etc, poszukaj, jak nie masz wyjątkowo wygórowanych oczekiwań wobec psa w schronisku na pewno znajdzie się coś fajnego. W moim przypadku opcja wybrania czegokolwiek odpada i muszę się liczyć mocno z kompatybilnością z aktualnym, 11-letnim i kapryśnym Parówskiem, ale w przyszłości nie mam zamiaru przykładać ręki do procederu jakim jest aktualna hodowla psów rasowych.

    • SalvaTanuki

      Btw jak nauczyłaś tego wyprzedzania zamiast wleczenia się? :D Mam notoryczne problemy z zmotywowaniem jej jamniczości do szybszego przebierania łapkami.