Kochaj psa swego jak pracę jego

AlicjaZmyslowska-2460s

Do napisania tego postu sprowokowała mnie rozmowa, którą kiedyś odbyłam ze znajomą. Znajoma, która startuje w obedience od miesiąca miała nowego psa, szczeniaczka z dobrej hodowli. Jako, że mam słabość do małych psich kulek od razu zapytałam jaki jest ten jej nowy maluch. Cóż, odpowiedź nieco mnie zamurowała. „Wiesz, słabo się bawi, prędkość mógłby mieć lepszą. Za to ma dobrą motywacje na jedzenie i niezły wyraz pracy”. Stałam trochę w osłupieniu i czekałam na dalszą część, tą bardziej „ludzką” (a może psią?). Nie doczekałam się, to było wszystko co miała do powiedzenia. Niestety dla wielu ludzi pies to tylko narzędzie do pracy, sportu, spełniania wyznaczonych celów.

A jakie są moje psy? Gdyby to mi ktoś zadał takie pytanie, w pierwszej kolejności powiedziałabym „najwspanialsze, kochane, wesołe i szczęśliwe”, potem opisałabym je bardziej w kontekście naszego życia codziennego, a dopiero gdyby ktoś dopytywał dodałabym ich cechy w kategoriach użytkowości. Robimy ze stadem całe mnóstwo rożnych rzeczy i próbujemy nowych aktywności. Do jednych mają predyspozycje a do innych nie. Jednak jest to dla mnie drugorzędna sprawa. Nawet gdy za trzy lata pojawi się nowy członek Drużyny G (będzie to mix w typie Gacka, Gapcia albo Guni) to pomimo, że chcę z nim startować i pracować, to zawsze na pierwszym miejscu, będzie dla mnie po prostu najlepszym przyjacielem.

Dla mnie psy to przede wszystkim pełnoprawni członkowie rodziny, przyjaciele, kompani do zabawy i dzielenia się pięknymi chwilami w życiu. Motywują do działania i zdobywania wiedzy. Są zawsze sobą i nikogo nie udają. Ta międzygatunkowa relacja jaką mamy jest magiczna. To rodzina, z którą uwielbiam spędzać czas. Tak po prostu, nie robiąc nic. Kocham moje futra. Bezwarunkowo i bezgranicznie. Największą frajdę sprawiają mi spacery po plaży, gdy mogę patrzeć jak Gacek i Gapcio szaleją na skarpie a Gunia co chwilę tarza się w piasku. Potem siadamy i jest pora na drapanie – to jeden z tych momentów kiedy jesteśmy najszczęśliwsi w swojej obecności. Wspólne wieczory pod kołdrą i z dobrą książką, kiedy wszystkie trzy układają się obok mnie, to bezcenne chwile.

20160606_134738

Możliwość obserwacji kudłatych i ich obecność w moim życiu to dla mnie przyjemność sama w sobie. Fascynuje mnie jak nauczyliśmy się ze sobą porozumiewać. Jak dobrze się znamy. Uwielbiam z nimi pracować i na pewno nie przestanę. Gdybym jednak z jakiegoś powodu musiała odstawić nasze treningi to dalej kochałabym moje psy i czerpała frajdę z tego, że są ze mną. Nie umiem sobie wyobrazić oceniania ich tylko przez pryzmat użytkowości, i cech potrzebnych do danego sportu. Pies nigdy nie będzie dla mnie przedmiotem lub tylko sportowcem. Najpierw jest moim przyjacielem a dopiero później zawodnikiem. I gdybym nawet adoptowała kolejnego z mocnym nastawieniem na sport, a los sprawiłby, że z jakiegoś powodu nie możemy trenować, to nie byłby dla mnie koniec świata. Nigdy nie czuję też, że mój pies mnie zawiódł gdy coś nam nie wychodzi. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym czuć się rozczarowana pracą mojego kudłatego.

10968425_432264696924410_3207985200494875377_n

Sport to wspaniała sprawa ale trzeba pamiętać, że to tylko wycinek z naszego wspólnego życia. I to cała reszta jest niezwykle ważna. Dużo ważniejsza niż wszystkie zawody i seminaria. Tak naprawdę, wtedy budujemy naszą relację. W trakcie naszego wspólnego życia a nie tylko na treningu. Zaniedbując wspólne chwile niszczymy fundamenty, na których opiera się nasza przyjaźń.

Psia przyjaźń jest bezcenna. Relacja jaką możemy zbudować z przedstawicielem innego gatunku jest niezwykła i niesamowicie trwała. Jednak tylko gdy będzie oparta na prawdziwym uczuciu obu stron. Przed psem nie możemy udawać, nie możemy kłamać. Dlatego tak samo jak rodziny i przyjaciół nie oceniam ich przez pryzmat przydatności. Moje psy są po prostu cudowne i każda chwila w ich towarzystwie jest największym szczęściem jakie mogłabym sobie wyobrazić.

530432_567343999967556_213156248_n

  • Kalina Sokołowska

    Piękne słowa, zgadzam się ze wszystkim w 100%! Pies to przede wszystkim członek rodziny, a każdy kto traktuje go jako „narzędzie” po prostu nie zasługuje na jego przyjaźń i miłość! :)
    http://chartheros.blogspot.com/

  • Biba Yuma

    Ja tak mam z wystawami – jedna suka bardzo ładna ale wystaw nienawidzi, druga piękna i kocha wystawy, trzecia lubi wystawy za to co z niej jeszcze wyrośnie? zobaczymy. Ale nigdy, przenigdy nie przyszłoby mi do głowy zacząć opisu moich dziewczyn od tego, jak sobie radzą na wystawach i jak rokują, jaki mają papier itd. To nie jest ważne! Ważne, że są kochane, wspaniałe i co najważniejsze zdrowe i szczęśliwe!

  • Aleksandra Goławska

    Jak zwykle świetny wpis. Podpisuję się pod nim obiema rękoma. Sama mam dwa psy „z odzysku”. Z jednym przez pewien czas ćwiczyłam regularnie Rally-O. Z drugim psiaczkiem należymy do drużyny Flyball. W tym wszystkim zawsze najważniejsze jest dla mnie ich samopoczucie. Mimo, że nie wszystkim podoba się moje podejście uważam, że „moje psy nic nie muszą”. Jeżeli widzę, że dana sytuacja czy miejsce ich przerasta do niczego ich nie zmuszam.
    Dla mnie najważniejsze jest zbudowanie zaufania pomiędzy mną a moimi psami. Chcę żeby wiedziały, że w trudnych sytuacjach będą mogły odnaleźć we mnie wsparcie. Zdanie innych w tym momencie schodzi dla mnie na dalszy plan.

  • Nie demonizowałabym tak bardzo tej wypowiedzi. Może akurat miała czas nastawienia na cechy użytkowe, może wydarzyło się coś, co ją na chwilę naprowadziło na te tory. Ja też czasem opisuję psa przez pryzmat tego, co się ostatnio w naszym życiu zadziało i dzisiaj powiem, że jest słodka i najłagodniejsza na świecie, a w październiku stwierdzę, że świetnie pracuje na żarcie, ale łupowo dupy nie urywa – bo w październiku mam wyczekane semi i o tym będę myśleć. Za to na przełomie grudnia i stycznia cechą dystynktywną mojego psa będzie brak reakcji na strzały. Własnego męża i ukochaną siostrę czasem opisuję pod kątem ich aktualnej użyteczności – ot, choćby w czasie ostatniej (koszmarnej) przeprowadzki częściej myślałam o tym, że siostra narzeka ze mną na ceny mebli, a mąż jest super, bo umie „robić rzeczy”, niż o tym, że z obojgiem mam takie zaplecze emocjonalne, tyle razem przeżyliśmy i są tak cudowni, że spokojnie dałabym się pokroić za jedno i drugie. Fakt, że coś mnie aktualnie absorbuje znacząco wpływa na mój sposób wypowiedzi, ale nie zmienia tak naprawdę systemu wartości i wartościowania.
    Jest też druga strona medalu – odnoszę wrażenie, że w kategoriach skrajnych jednak gorsze życie mają psy, które są przyjaciółmi ludzi niemyślących o ich użytkowości, niż psy, które są cenione bardziej ze względu na pracę – mam na myśli skonfrontowanie życia Pikusia klasycznej rodziny mającej o psach pojęcie wystarczające do tego, żeby znaleźć koniec, w który wkłada się żarcie, z życiem psa o imieniu Pies, który jest owczarkiem i pracuje jako owczarek.

    • Nigdzie nie napisałam, że z psem nie należy pracować i lepiej mają psy, które nic nie robią. Moje psy mają masę aktywności; startują w zawodach, jeżdżą po seminariach i mają codzienne treningi. Jednak dla mnie to są przede wszystkim przyjaciele. Nie sportowcu czy przedmioty użytkowe. A o to właśnie mi chodziło, że coraz więcej ludzi, między innymi wspomniana koleżanka psa traktuje jak rzecz. Ocenia go wyłącznie przez pryzmat jego cech użytkowych. Dla mnie to jest złe. Jest to uprzedmiotowianie psa. I za tym niestety idą czyny. Na zawodach, seminariach coraz więcej widzę psów, które oprócz treningu nie mają życia. Mają być takie i takie, tylko do sportu. I o tym właśnie jest ten tekst, o tym że dla mnie jest to nie do zaakceptowania.