Średniowieczne narzędzie tortur

11952834_521943521289860_2192524989539688956_o

 

Dwa dni temu siedziałam z psami na plaży. Dookoła pusto, kudłate szaleją, sielanka. Na horyzoncie pojawia się sylwetka z psem. Jak tylko zaczynają się zbliżać, zapinam stwory na smycze i ostentacyjnie odchodzę pod skarpę – chcę żeby druga strona widziała, że nie mam ochoty na interakcję. Jednak Pani nie zamierza zapiać swojego psa. Dlatego uprzejmie proszę aby jedna to zrobiła. Mrucząc coś pod nosem zapina. Tylko, że po kilku krokach odpina i pies zaczyna do nas iść. Ponownie proszę o zapięcie psa, zero odzewu. Prośbę powtórzyłam 3 razy, aż wreszcie musiałam się nieprzyjemnie wydrzeć. Pies był kilka metrów od nas, ja musiałam uciekać (Gunia nie toleruje obcych psów, Gacek i Gapa mają zakaz podchodzenia jak są z siostrą), biegał sobie po moich rzeczach, a właścicielka miała wszystko w głębokim poważaniu. Dopiero moje ostre słowa zmusiły ją do reakcji, nie odmówiła sobie jednak komentarza.
Szczerze mówiąc, nie rozumiem dlaczego ludzie tak się zachowują. Po prostu nie rozumiem. Jedyne wytłumaczenie jakie przychodzi mi do głowy to głupota i skrajny egoizm.

Sytuacje jak ta opisana powyżej dały mi do myślenia. Obserwując ludzi z psami na spacerze, doszłam do wniosku, że przeciętny Kowalski, z jakiegoś bliżej mi nieznanego powodu, traktuje smycz jako średniowieczne narzędzie tortur. Bo jak inaczej wytłumaczyć tak silną awersję ludzi do zapinania psów na smycz?
Otóż drodzy Państwo, może to co powiem będzie kontrowersyjne ALE smycz nie boli, nie gryzie, nie drapie i nie zrobi krzywdy waszemu zwierzakowi. Może za to uratować go przed pogryzieniem, wpadnięciem pod samochód lub narażeniem na inne niebezpieczeństwo.
Naprawdę nie ma żadnego znaczenia, że wasz piesek jest mały, łagodny i  przyjazny wobec całego świata. „On nic nie zrobi”, „on chce się tylko przywitać”, „jest łagodny”, „tylko tak szczeka” to tylko znikoma część tego co słyszę gdy proszę o zapięcie psa na smycz.
To, że wasz pies nie ma problemów z ludźmi, psami, kotami, końmi nie oznacza, że możecie go wszędzie puszczać luzem. Czy zdajecie sobie sprawę, że inny pies do którego pozwalacie swojemu czworonogowi beztrosko podejść może być: reaktywny, chory, zestresowany, w trakcie szkolenia, lub jego właściciel może sobie po prostu nie życzyć kontaktu.
12596611_1018654171538425_1596893122_o
Zapięcie podopiecznego na smycz gdy przechodzicie obok innego psa powinno być odruchem u każdej, choć trochę myślącej osoby. Jeżeli chcesz by psy się poznały najpierw zapytaj drugą stronę o zgodę, trzymając swojego psa na smyczy. Nie dyskutuj jeżeli druga strona odmówi. Ma do tego prawa a wy macie obowiązek do kontroli nad swoim psem. Jeżeli nie interesuje was zdanie drugiej osoby (choć powinno), to zapnijcie swojego czworonoga chociaż ze względów bezpieczeństwa. Ja nad swoim reaktywnymi psem panuję. Mam nad nim pełną kontrolę, jednak będę bezradna jak Twój pies wbiegnie na nas. Może wtedy zostać poturbowany i pogryziony.
Smycz to wspaniałe narzędzie, które nie zostało wymyślone bez powodu. Jest bardzo dużo firm, które produkują je w przeróżnych wzorach i kolorach. Być może taki gadżet będzie dla niektórych zachęcający i zmotywuje do używania. I uwierzcie mi na słowo jej używanie nic nie boli a może uratować przed niebezpieczeństwem.
Pamiętajcie nie jesteśmy sami w przestrzeni publicznej. Bez problemu możemy wszyscy koegzystować, jednak potrzebny jest wzajemny szacunek i odrobina wyobraźni.
13441678_1052678468100771_145645033_o
  • PSIOLUBNI

    Świetnie napisane. Ostatnio, na własnym psie spotkałam się z ludzką nieodpowiedzialnością. Jechałam z Nikiem na rolkach, w pewnej chwili z posesji wybiegł pies. W sumie, już się do tego przyzwyczaiłam że w mojej miejscowości biega mnóstwo psów luzem. Mój pies jest nauczony nie zwracać na inne psy uwagi, więc i teraz tak było. Do czasu. Wspomniany wyżej pies z impetem zaatakował Nika. Zaczął go gryźć, szarpać, ciągnąć na swoje podwórko. Oczywiście, Nik był na smyczy, ale w tym wypadku ten oto przedmiot okazał się zgubny. Po kilku minutach szamotaniny ten pies tak szarpał Nikiem, że mały, biały wypadł z szelek. Dosłownie! W ręku została mi tylko smycz i szelki. Po kilku minutach właścicielka tamtego psa łaskawie, po wielu trudach, zapanowała nad swoim burkiem i zamknęła go w ogrodzie.
    Teoretycznie Nikowi nic się wielkiego nie stało. Stracił połowę kłaków z ogona i bolało go wszystko przez kilka dni… Psychicznie natomiast jest już gorzej. Ewidentnie boi się tamtego miejsca, zachowuje dystans w stosunku do obcych psów….
    Ludzie! Bądźcie odpowiedzialni za swoje zwierzaki! :(

  • ania

    Ja bym jednak nie wysuwała stwierdzenia że smyczą nie można wyrządzić psu krzywdy. Patrzę z mieszanką zaskoczenia i przerażenia na to co ludzie wyczyniają z psem na smyczy.

  • fakt faktem, że psu fajniej się biega bez smyczy. no ale są jakieś priorytety a miejsca, gdzie chodzimy na spacer nie są naszą prywatną przestrzenią i stety niestety trzeba się trochę nagiąć.