Antropocentryczny porządek świata

AlicjaZmysłowska-1920-2ES

Coraz bardziej przeraża mnie psie środowisko. Coraz bardziej zbliża się niestety, wielkimi krokami, do środowiska jeździeckiego gdzie konie są traktowane jak urządzenia do wykonywania starannie zaplanowanej przez człowieka pracy. Świat, z którego uciekałam w popłochu patrząc jak przedmiotowo traktowane są zwierzęta. Wiem, że żyjemy w kulturze antropocentrycznej, gdzie zwierze stawiane jest zawsze w opozycji do homo sapiens, co z góry sprawia, że jest na przegranej pozycji. Jednak skala tego uprzedmiotowienia staje się coraz większa, a co więcej jest silnie odzwierciedlona w środowiskach, które powinny stać na straży zupełnie odwrotnej ideologii. Mam na myśli szeroko pojęty świat sportów kynologicznych. W moim odczuciu „psy sportowe” znacznie częściej traktowane są jak urządzenia, maszyny nad którymi człowiek sprawuje bezwzględną kontrolę.

Wszechobecna kontrola

Ludzie uwielbiają mieć kontrole. Najlepiej nad wszystkim i zawsze. Jak dodamy do tego nasz egocentryzm to bardzo łatwo zatracić się w tej przypadłości. Psy są od nas bezwzględnie zależne, niestety coraz częściej wykorzystujemy to w dość brutalny sposób. Co krok spotykam się z tzw. spalaniem miski w wersji ekstremalnej, czyli uzależnieniem zaspokojenia podstawowej potrzeby psa, jaką jest jedzenie od wykonania sztuczek, komendy, bądź (i to jest moje ulubione) zwiększenia motywacji. Pies, który jest głodny nie jest zmotywowany do pracy, jest po prostu głodny. Uważam za upadlające i wręcz niezdrowe głodzenie psa dla osiągnięcia treningowego celu, a właściwie jakiegokolwiek celu. Jak przysłowiowemu psu należy się zupa tak uważam, że każdemu czworonogowi należy się posiłek w spokoju, bez pośpiechu. Przynajmniej raz dziennie. I nie zrozumcie mnie źle, ja trenuję ze swoimi kudłatymi praktycznie 5-6 razy w tygodniu i często zjadają jeden posiłek podczas pracy. Jednak zawsze w ciągu dnia dostaną michę. Nawet jak na treningu zjedzą całą porcję to później nałożę im np. same warzywa. Oczywiście pomijając psy otyłe, to brak zainteresowania jedzeniem na treningu, nie jest przeze mnie nigdy rozwiązywany głodówką. Nie chciałabym nigdy pracować z psem mając świadomość, że robi to tylko dlatego, że jest głodny. Zdecydowanie zależy mi w naszej relacji na czymś zupełnie innym.

29113175814_08162d219d_o

Psy-zombi

Kolejny punkt to słynna samokontrola, która opanowała psi świat od frisbee po agility. Niestety jej nadużycie prowadzi do smutnych obrazów. Samokontrola to presja, która użyta w nadmiarze zabija kreatywność, zdolność podejmowania decyzji. A nadmiar w samokontroli jest porażający. Stosują ją wszyscy, bezmyślnie powtarzając podpatrzone ćwiczenie z otwartą ręką. Oczywiście są przypadki gdzie się sprawdzi ale też w rozsądnym wymiarze. Coraz więcej psów jest od niej uzależnionych. Na każdą aktywność oczekują odpowiedzi w otwartej lub zamkniętej dłoni. Szczeniaki nie oferują nic od siebie bo lepiej zastygnąć w bezruchu i czekać na wytyczne. Tworzymy takie psy-zombi, które do wszystkiego potrzebują człowieka.

Schemat klatka-trening-klatka

Klatka kenelowa jest wspaniałym elementem w wychowaniu i życiu psa. Dopóki nie jest traktowana jak więzienie, z którego pies wypuszczany jest tylko na szybkie siku i trening. Taki rozwiązanie jest na pewno bardzo wygodne dla człowieka. Pies nie niszczy, nie sika, nie robi rzeczy, których człowiek nie chce żeby robił. Wychodzi za to na trening gdzie jest „zmotywowany” (bo to jego jedyna aktywność w ciągu dnia), wykonuje masz plan i wraca do klatki. Nie ma kontaktów z innymi psami, poza tymi na treningu, które musi ignorować. Spacery, czasami jak idą znajomi, wtedy też pełna kontrola. Nie odbiegaj, nie idź za blisko, nie patrz tu, patrz tam, nie dotykaj, nie wchodź, nie…. bądź psem.

Moje pies NIE MOŻE

To coś co słyszę na każdym kroku. Właściwie mogę wywnioskować z obserwacji, że współczesne psy sportowe nie mogą nic. Za to muszą coraz więcej. Muszą być zmotywowane, szybkie, zwinne, zdrowe, grzeczne, posłuszne, precyzyjne. Prawda jest taka, że sport to zaspokojenie przede wszystkim naszych potrzeb. Tak, historie rożnych ras pokazują, że były one stworzone do współpracy z człowiekiem. Jednak świat sportów kynologicznych zmierza w kierunku tego co mogliśmy zauważyć na olimpiadzie w RIO. Nadludzkich a w tym przypadku nadpsich możliwości. Jest tylko jedna różnica, ludzie sami decydują się na karierę sportowca, a psy nie. Podnosimy poprzeczkę coraz wyżej i wyżej. Nie zwracając uwagi na to, że pewne kryteria realizujemy kosztem naturalnych zachowań psa.

14111952_10205128917301062_954152622_n

Dla mnie pies to przede wszystkim istota żywa, myśląca, mająca podmiotowość a co za tym idzie pewną indywidualność, niepowtarzalny charakter. Pies ma pełne prawo do posiadania preferencji, odczuwania zadowolenia, smutku, strachu. Moje psy mogą podejmować decyzje, ja nawet chcę żeby je podejmowały same. Oczywiście w wymiarze, który na to pozwala (po zapewnieniu im i otoczeniu bezpieczeństwa). Moje psy mają wybór czy chcą ze mną pracować czy nie. Chcę aby w tym minimum samorealizacji, które im zostało w naszym świecie mogły decydować. Dlatego staram się ograniczyć moją kontrole w codziennym życiu. Nie oczekuję siadu przed każdym podaniem miski, warowania przed wyjściem z klatki. Z kolei moje psy nie oczekują pozwolenia na wykonywanie podstawowych czynności życiowych. Bo nie są maszynami i naszymi niewolnikami. Oczywiście mamy zasady bo każdy ich potrzebuje ale oparte na wzajemnym szacunku. Skoro już stworzyliśmy nasz antropocentryczny porządek świata to pamiętajmy, że idą za tym nie tylko przywileje ale i obowiązki wobec tych, których arbitralnie umiejscowiliśmy jako zależnych od nas.

AlicjaZmyslowska-2460s

  • magda

    Pies nie może…
    Czego pies nie może w naszej współpracy? Może wszystko jeśli jest to dla niego bezpieczne.
    Skakanie, opieranie się łapkami po udanej zabawie o mnie? To partnerstwo, robi to bo wie, że go nie zrzucę.
    Szarpnięcie w stronę megaśnego zapachu, niech idzie, ma tylko i wyłącznie po powąchaniu wrócić do mnie.
    Nie pozwalam na wskakiwanie i zeskakiwanie z łóżka w ferworze zabawy, to niebezpieczne.
    Pozwalam na szczekanie, on tak się komunikuje, nie rozumie czegoś więc szczeka, szczeka na kota machając ogonem, szczeka na siodło, szczeka na nową torebkę w kształcie ostrosłupa, zapraszając do zabawy. Niech szczeka.
    Nie może rzucać się na miskę, to niebezpieczne dla jego brzuszka czy przechodzącego obok kota.
    Nie może podnieść tego, co spadło mi ze stołu dopóki mu tego nie podam, z reguły podaję.
    Nie może łapać kotki za ogon, ale ona chyba sama mu to wypersfadowała.
    Na „godzinie kopania” może kopać i trzy godziny, zrozumiem jeśli nie posłucha gdy go zawołam, ma do tego prawo.
    Nie może obsikać ulubionej róży mojej mamy :p, to jedyna rzecz której na ogrodzie nie może robić.
    Może się najeżyć na obcego psa, ja też nie lubię wszystkich.
    Nie musi siedzieć w miejscu gdy ktoś przychodzi, może biec do drzwi, skakać, to on jest u siebie.
    Nie musi codzennie wykonywać tego, co ja chciałabym robić. Wystarczy, że pokaże mi, że coś jest nie tak, a w kolejnym, lepszym dniu wraca z zaangażowaniem.
    Może dlatego nie wy startujemy w zawodach i nie zabiorę go na psi spacer, wolę pochodzić rekreacyjnie po kwadracie i iść ze znajomą i jej cotonem do lasku.
    Może zatrzymać się i wąchać ile ma ochotę, tak jak i ja mogę się zatrzymać i napisać SMS, wiemy ze ani ja nie szarpnę niecierpliwie ani on tego nie zrobi.
    Nie musi nosić tych wszystkich pięknych szelek typu Hurrty Active czy inne zabudowane cuda, nosi zwykłe, paskowe guardy, tak jak ja nie noszę szpilek tylko adidasy.
    I tak jak konie na których trenuję zostają pochwalone za każdy oddany skok, czy dobry czy gorszy tak i jego pochwalę za próbę wykonania czegokolwiek co jest nowe.
    Nie winię go za to, co zrypałam za jego młodości.
    Nie mam zdrowego psa.
    Ma problemy, ale dzięki niektórym źródłom wiem, jak po troszku je minimalizować.
    Mam szczęśliwego psa i jedyne czego nie może, to łapanie kota za ogon.
    Inne sytuacje, takie jak warknięcie na irytujacego szczekacza niskopodłogowego zrozumiem, bo ma prawo do błędu a moim obowiązkiem jest te małe potknięcia kierunkować w dobrą stronę.
    Pozdrawiamy, Magda i obijający się dzisiaj Czarek.